Czy małe miasto uzdrowiskowe może być kuźnią europejskich elit? Od korytarzy, którymi przechadzał się Edward Stachura, przez narodziny legendy Republiki, aż po nowoczesne laboratoria AI – Liceum Ogólnokształcące w Ciechocinku to miejsce, gdzie tradycja spotyka się z cyfrową rewolucją. Michał Tadeusz Gajewski zabiera nas w sentymentalną, ale i niezwykle nowoczesną podróż po szkole, która od 80 lat uczy, że z Kujaw wszędzie jest blisko – pod warunkiem, że ma się odwagę patrzeć szeroko.
Ciechocinek: Anty-atrakcja pod tężniami.
,,Piekny,, niedawno odnowiny, i znow upiekszony ,, kwiaty, achy i ochy, a w samym centrum ,,Parku ,nomen omen zdrowia,,te betonowe akweny wołają o pomstę do nieba, że też nikomu nie przyszlo do głowy, żeby zamiast wywalać kolejne fudusze na zbyteczne remonty,,ciechocińskich deptaków w końcu uporać się z cuchnącymi ,, rozlewiskami ,, sąsiadującymi ze światowej sławy zabytkowymi tężniami...wstyd!
Julita
21:48, 2026-03-22
Ciechocinek: Anty-atrakcja pod tężniami.
Tam jakby dna tych brodzików wykuli, nasypali ziemi i zrobili jakieś nasadzenia to by było znośne i dla oka i dla nosa
Karolina
20:50, 2026-03-22
Bukiety, dancingi i alibi: nieoficjalny język
Poza rankingiem są oczywiście „amatorzy” kwiatów z dywanów kwiatowych… Serio, ile można, człowiek idzie zobaczyć ładne rabaty a tu znowu coś wyszarpane, powyrywane jakby to był czyjś prywatny warzywniak. To nie jest żaden folklor ani „tradycja zabierania kwiatka na pamiątkę”, tylko zwyczajne psucie tego co ma cieszyć oczy wszystkich, mieszkańców i kuracjuszy, no i jeszcze robi z miasta wiochę na zdjęciach.Ludzie wkładają w to kupę pracy, ogrodnicy, miasto, ci co wymyślają kompozycje – a potem wpada taki jeden z drugim i robi z tego sobie darmowy sklepik z sadzonkami, bo „przecież nikt nie zauważy”. Otóż zauważa każdy, kto tu przychodzi następnego dnia i widzi puste dziury zamiast kwiatów. I tak, to jest wkurzające, bo płacimy za to wszyscy, a wstyd jest wspólny chociaż „pożytki” zgarnia garstka pseudo miłośników zieleni.Solankowa Dolina w Ciechocinku musi w końcu mieć gospodarza a nie badylarza, który tylko patrzy, co by tu jeszcze uciąć, zabrać, przesadzić „do siebie”. To jest wizytówka miasta, a nie zaplecze szkółki ogrodniczej. Gospodarz pilnuje, dba i reaguje, a badylarz tylko kombinuje jak wynieść jak najwięcej pod byle pretekstem. Czas najwyższy, żeby ci od „podskubywania” kwiatów zrozumieli, że wspólne to nie znaczy niczyje – i że Solankowa to nie jest ich prywatna grządka do ogołacania.
Rórzańska
22:56, 2026-03-17
Zobacz na własne oczy, jak działa biometanownia!
Jadyma
Waldek
14:17, 2026-03-17