Koniec z zastraszaniem przy kawie! Nadchodzi bat na lokalnych „władców”. Czy teraz każdy może pisać prawdę bez strachu?
Wszyscy znamy ten mechanizm. Ktoś wpływowy – lokalny polityk, potężny biznesmen czy miejski dygnitarz – robi coś bardzo wątpliwego. Kiedy niezależne media lub lokalni aktywiści zaczynają zadawać pytania, zamiast odpowiedzi dostają... wezwanie przedsądowe na astronomiczną kwotę. To zjawisko ma swoją światową, elegancką nazwę: SLAPP. W rzeczywistości to jednak nic innego jak ordynarne, majestatyczne nękanie i zamykanie ust tym, którzy nie boją się patrzeć władzy na ręce.
☕ O co tyle krzyku? Szybka kawa z prawem (FAQ)
Co to dokładnie jest ten SLAPP?
To skrót od angielskiego Strategic Lawsuits Against Public Participation, czyli po polsku: pozwy zastraszające. Ich celem wcale nie jest wygrana w sądzie, bo zarzuty są zazwyczaj wyssane z palca. Chodzi o to, by pozwanego przeciągnąć przez finansowe i psychiczne piekło, zmusić do wydania oszczędności życia na adwokatów i skutecznie zniechęcić do dalszego pisania.
Na czym polega ten wielki przełom w przepisach?
Koniec z zabawą w kotka i myszkę! Do tej pory to zaatakowany dziennikarz czy bloger musiał latami udowadniać w sądzie, że nie jest wielbłądem. Nowa ustawa całkowicie odwraca reguły gry: teraz ciężar dowodu przechodzi na osobę, która pozywa. Jeśli sprawa pachnie próbą uciszenia krytyki, to powód musi na samym wstępie udowodnić sądowi, że jego intencje są czyste, a pozew to nie nękanie.
Jak to zadziała w naszym lokalnym świecie?
Prosty scenariusz: lokalny portal opisuje, że pan burmistrz czy wpływowy radny zamieszany jest w podejrzany przetarg. Dawniej: urzędnik odpalał prawnicze działo, żądając miliona złotych odszkodowania, co paraliżowało redakcję. Dziś: redakcja natychmiast składa wniosek o odrzucenie pozwu jako bezczelnego SLAPP-a. Sąd ma na decyzję tylko 3 miesiące, a spanikowany polityk musi się gęsto tłumaczyć, że nie próbuje kneblować wolnych mediów.
💰 Droga zabawa dla nękaczy – czyli drakońskie kary
Żarty się skończyły. Jeśli ktoś spróbuje użyć sądu jako straszaka, zapłaci za to potężne pieniądze. Nowe przepisy wprowadzają kary finansowe dla ludzi złej woli – od 96 tysięcy do nawet blisko pół miliona złotych (480 tys. zł)! Co więcej, nękający będzie musiał z góry zabezpieczyć gotówkę na koszty procesu i w pełni opłacić prawników drugiej strony.
🎙️ Głosy z pierwszej linii frontu – Co mówią eksperci?
Środowisko dziennikarskie i obrońcy praw obywatelskich nie kryją satysfakcji, choć przypominają, że to dopiero początek drogi do pełnej wolności słowa w lokalnych społecznościach.
„Gdy np. redakcja dostanie pozew mieszczący się w definicji SLAPP, będzie mogła złożyć wniosek o oddalenie powództwa jako oczywiście bezzasadnego. Upraszczając: teraz to burmistrz będzie musiał wykazać, że nie brał łapówek, gdy zostanie oskarżony o korupcję w artykule prasowym.”
— Marzena Błaszczyk, Sieć Obywatelska Watchdog Polska Źródło: Press.pl
„Jesteśmy zadowoleni, że na ostatnim etapie prac do ustawy anty-SLAPP wprowadzono poprawkę, która przenosi ciężar dowodu na powoda. Dzięki temu powód będzie musiał wykazać, że pozew nie jest nękaniem. O wprowadzenie tej zmiany zabiegaliśmy podczas prac nad ustawą w Senacie.”
— Marek Frąckowiak, Prezes Izby Wydawców Prasy Źródło: Press.pl
⚠️ Czy to już pełny sukces? Jest jedno „ale”...
Mimo ogromnego świętowania, eksperci studzą huraoptymizm. Nowe, lifestylowe i bezpieczniejsze zasady dotyczą bowiem wyłącznie procesów cywilnych. W polskim prawie czai się jeszcze jeden potwór – niesławny art. 212 Kodeksu karnego, za pomocą którego wciąż można próbować wsadzić niewygodnego autora za kratki.
„Mam nadzieję, że dzięki przyjętym przez parlament regulacjom liczba pozwów o charakterze SLAPP znacząco się zmniejszy. Parlament zrobił duży krok w dobrym kierunku. Następnym powinna być likwidacja art. 212 z Kodeksu karnego, który używany jest m.in. do wywoływania efektu mrożącego i tłumienia debaty publicznej.”[cite: 2]
— Marek Frąckowiak, Prezes Izby Wydawców Prasy Źródło: Press.pl
Podsumowanie od REDNACZA: Świat się zmienia, a lokalni „królowie życia” tracą swoje najpotężniejsze narzędzie strachu. Od teraz w Ciechocinku i każdej innej polskiej miejscowości dyskusja o sprawach publicznych może nabrać zupełnie nowych, zdrowszych barw. Prawda przestaje być towarem luksusowym, na który stać tylko tych z grubym portfelem! Czy czujecie już ten powiew świeżości?
Michał Tadeusz Gajewski vel Powsinoga