Politycy wypili już szampana, a malkontenci wylewają swoje żale nie za kołnierz, ale w internecie, a my... my patrzymy w tabelki z przetargu i szczerze? Mózg nam paruje. Dlatego rzucamy białą flagę i przekazujemy pałeczkę Wam. Mamy twarde dane, mamy gigantyczne kwoty i jedno pytanie: czy jest na sali matematyk, który powie nam, czy to w ogóle ma sens?
Facebook wrze: "Puste pociągi" kontra "Sukces stulecia"
W internecie, a zwłaszcza pod wpisami lokalnych oficjeli, trwa regularna wojna. Z jednej strony słyszymy o historycznym powrocie kolei, oknie na świat i ekologii. Z drugiej – w komentarzach sypią się gromy. Że pociągi wożą powietrze, że rozkład jest dziurawy, i – co najważniejsze – że my, podatnicy, płacimy za to miliony.
W redakcji chcieliśmy zrobić "poważną analizę". Wzięliśmy dane z przetargu, odpaliliśmy Excela i... doszliśmy do wniosku, że te wyliczenia to zadanie dla prawdziwych twardzieli. Ekonomistów, pasjonatów kolei albo kogoś, kto po prostu kocha cyferki.
Oto "wsad" do łamigłówki. Odważycie się policzyć?
Nie będziemy udawać, że znamy wynik. Ale znamy dane wejściowe. Są jawne, choć ukryte w gąszczu dokumentacji przetargowej. Rzucamy Wam wyzwanie: policzcie rentowność tej imprezy!
Oto co wiemy na pewno (dane z przetargu Polregio na lata 2025–2030):
🔢 TWARDE DANE:
- Koszt "luksusu": Polregio bierze 41,52 zł za każdy przejechany kilometr (tzw. pockm).
- Przychód z biletów (deklarowany): Zaledwie 1,77 zł za kilometr.
- Cała pula do zgarnięcia: Wartość kontraktu to 32 365 700 zł brutto (na 5 lat).
- Ile jeździmy: Średnio 154 894 km rocznie (w opcji max nawet ponad 300 tys. km).
- Oferta: 8–13 par pociągów na dobę.
::photoreport{"type":"see-button","item":"276"}
Zadanie dla Was (szukamy śmiałka z Excelem!)
Patrząc na dysproporcję między kosztem (ponad 40 zł/km) a przychodem (niecałe 2 zł/km), nasza redakcyjna intuicja podpowiada, że "tanio to już było". Ale może się mylimy? Może w skali makro to się spina?
Ogłaszamy wielką ŁAMIGŁÓWKĘ KOLEJOWĄ. Pytamy Was:
- Ile realnie kosztuje nas ten pociąg w skali roku? (wersja min. i max.)?
- Ilu pasażerów musiałoby kupić bilet każdego dnia, żeby linia wyszła chociaż na "zero"? (Czy w ogóle mamy tylu mieszkańców?)
- Czy przy takich stawkach da się w ogóle mówić o rentowności, czy powinniśmy traktować to po prostu jak drogą usługę socjalną?
::addons{"type":"we-were-first"}
::news{"type":"see-also","item":"14438"}
Czekamy na Wasze analizy!
Dajcie znać w komentazach. Może jest wśród Was ukryty ekonomista transportu, student logistyki albo po prostu ktoś, kto lepiej od nas radzi sobie z mnożeniem dużych liczb? Rozpiszcie to na czynniki pierwsze. Najciekawsze wyliczenia chętnie opublikujemy!
A jeśli wolicie po prostu wsiąść i jechać (nie martwiąc się o miliony), rozkład znajdziecie poniżej.
📢 OD REDAKCJI:
Gwoli ścisłości – musimy jednak dodać, że nasza linia nie jest żadnym niechlubnym wyjątkiem, bo dokładnie tak wygląda model finansowania połączeń lokalnych w całej Polsce. Przewoźnik nie da sobie zrobić krzywdy i ustala stawkę tak, by zarobić, a samorządy są od tego, by łożyć na transport dokładnie tak samo, jak dopłacają do szkół czy bibliotek. Transport publiczny z definicji nie ma przynosić zysków (poza kieszenią przewoźnika), a jedyne pociągi w kraju, które utrzymują się komercyjnie (czyli wyłącznie z biletów), to Pendolino (EIP) i ekspresy międzynarodowe (EIC) – cała reszta to jedna wielka dotacja, z której po prostu korzystamy.