REKLAMA

To pierwszy kierowca z Torunia, który tak wygrał z policją

16:02, 17.12.2017 | B.B
REKLAMA
Skomentuj
Według policyjnego pomiaru pan Piotr miał jechać mostem 126 km na godz. - o 56 km na godz. więcej niż prędkość dozwolona, nagranie pochodzi z policyjnego wideorejestratora

Pan Piotr według policjantów jechał po nowym moście 126 km na godz. Sąd ostatecznie uznał, że policja niesłusznie zatrzymała mu prawo jazdy. Teraz kierowca z Torunia walczy o zadośćuczynienie.

19 września 2016 r. można by spokojnie nazwać pana Piotra drogowym piratem. Na nowym moście jego auto nagrał policyjny wideorejestrator. Wyrok: 126 km na godz. (o 56 km więcej niż prędkość dozwolona na przeprawie), utrata prawa jazdy z automatu na trzy miesiące. Pan Piotr nie zgodził się z tym pomiarem, nie przyjął mandatu i 10 punktów karnych. Zdecydował się na długą i samotną batalię z urzędniczą machiną.

I wygrał. Jak zacięta była to walka, widać po opasłym segregatorze z pismami, wnioskami, skargami, odwołaniami i odpowiedziami na nie instytucji i urzędów, korespondencją z Rzecznikiem Praw Obywatelskich, opinią biegłego i w końcu wyrokiem sądu. Ostateczny wyrok przed sądem rejonowym: pan Piotr przekroczył prędkość o 29 km na godz., jadąc nie mniej niż 99 km na godz. Sąd wymierzył kierowcy karę 200 zł grzywny.

- Przyznaję się, że przyspieszyłem na moście, ale nie przekroczyłem limitu o 56 km na godz. Mogłem jechać co najwyżej 100-110 km na godz. - bronił się rok temu pan Piotr. Na podstawie własnych analiz nagrań z policyjnego wideorejestratora dowodził, że pomiar był przeprowadzony błędnie. Ostatecznie potwierdził to biegły.

Opinia biegłego: "Pomiar (...) został wykonany niezgodnie z instrukcją obsługi urządzenia pomiarowego; niezgodność polegała na niezachowaniu tej samej odległości pomiędzy pojazdami na początku i na końcu odcinka pomiarowego; materiał dowodowy w postaci nagrania wideo pozwolił biegłemu na oszacowanie prędkości pojazdu na co najmniej 99 km/h".

Po uprawomocnieniu się wyroku pan Piotr wystąpił do Samorządowego Kolegium Odwoławczego w Toruniu z wnioskiem o stwierdzenie nieważności decyzji wydanej przez magistracki wydział ewidencji i rejestracji o zatrzymaniu prawa jazdy. SKO ostatecznie uchyliło tę decyzję. Zażądał też od toruńskiej drogówki poprawienia wpisu w Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców, gdzie w bazie wciąż widniała adnotacja: "Przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h. Liczba punktów tymczasowych: 10". Dopiero po jego interwencji wpis z CEPiK został zamieniony na przekroczenie prędkości o 29 km na godz. i 4 punkty karne. 

Zapytaliśmy toruńskich policjantów, jakie wnioski wyciągnęli z tej sprawy, żeby w przyszłości nie dochodziło do podobnych błędów w pomiarach? Czy toruńska komenda zmodyfikowała jakoś procedury po tej sytuacji?

Wioletta Dąbrowska, oficer prasowy toruńskiej policji: - Procedury w kwestii dotyczącej pomiaru prędkości są jasno określone i znane funkcjonariuszom. Z policjantami podejmującymi interwencję przeprowadzono instruktaż oraz szkolenie teoretyczne i praktyczne dotyczące  wykonywania pomiarów prędkości na urządzeniu typu videorapid. Mają wymagane przeszkolenie specjalistyczne. Niewłaściwy pomiar prędkości wynikał z błędu funkcjonariusza, a nie jego niewiedzy.

Żeby takich przypadków nie było więcej, konieczna jest nowelizacja przepisów.

- Nauka, jaka płynie z tej sprawy, jest taka, że powinno się zmienić przepisy i inaczej reagować w przypadku, gdy ktoś nie przyjmuje mandatu za przekroczenie prędkości o 50 km na godz. i sprawę będzie rozstrzygać sąd - twierdzi Krzysztof Kisielewski, dyrektor wydziału ewidencji i rejestracji urzędu miasta, który w imieniu prezydenta wydaje decyzje o zatrzymaniu kierowcom prawa jazdy. - Prawo jazdy powinno być zatrzymywane tylko w sytuacji, gdy kierowca przyjął mandat karny, a w przypadku gdy tego nie uczynił, prawo jazdy powinno być zatrzymane dopiero po wydaniu prawomocnego wyroku. Także decyzja o zatrzymaniu prawa jazdy powinna być wydawana po prawomocnym wyroku sądu. Przepisy są jednak takie, jakie są i musimy działać zgodnie z nimi. 

To jednak nie koniec tej sprawy. 1 grudnia 2017 r. pan Piotr wystąpił do toruńskiej policji z wezwaniem o wypłatę zadośćuczynienia. Niesłuszne zatrzymanie prawa jazdy na trzy miesiące mocno pokrzyżowało mu plany - nie tylko zawodowe. Nie zdradza, o jaką konkretnie chodzi sumę. 

- Razem w ciągu trzech miesięcy miałem do zrobienia ok. 6 tys. kilometrów bez samochodu - wskazuje pan Piotr. - To nie tylko dojazdy do pracy poza Toruniem: 140 km dziennie do jednego z zakładów i 44 km dziennie do drugiego, ale też na rehabilitację - 400 km - przez co przepadło mi 11 wizyt.

Do tej pory nie było w toruńskiej komendzie takiej sprawy. Żadnemu kierowcy nie udało się udowodnić, że toruńscy funkcjonariusze niesłusznie zatrzymali prawo jazdy za przekroczenie prędkości o 50 km na godz. 

Koszty sądowe - ok. 2 tys. zł - poniesie jednak nie toruńska policja, lecz Skarb Państwa, czyli wszyscy podatnicy. Policyjni radcowie prawni teraz analizują wezwanie do zapłaty zadośćuczynienia panu Piotrowi.

- O decyzji w tej sprawie zostanie powiadomiony zainteresowany i tylko on będzie mógł, jeśli taka będzie jego wola, przekazać państwu te informacje - mówi Dąbrowska. Co zrobi pan Piotr, gdy policja odmówi wypłaty zadośćuczynienia? Nie podda się. Skieruje sprawę do sądu cywilnego.

Jest jeszcze jeden wątek w tej sprawie. Wideorejestrator, który nagrał auto pana Piotra na moście, zarejestrował także przekroczenie prędkości przez jednego z... policjantów, którzy zatrzymali bohatera naszego artykułu. Okazuje się, że funkcjonariusz - chwilę po interwencji - sam jechał policyjnym oplem insignią prawie 20 km za szybko na trasie mostowej.

- Wobec funkcjonariuszy zostały wyciągnięte konsekwencje służbowe - mówi Dąbrowska.

Toruńska policja nie zdradza, jakim mandatem został ukarany jej funkcjonariusz. W tym przypadku komenda powołała się na ustawę o dostępie do informacji publicznej i zawarte w niej zapisy dotyczące ochrony informacji niejawnych, innych tajemnic ustawowo chronionych oraz prywatność osoby fizycznej. - Informacji takich udzielić organy policji nie mogą (prawo osoby fizycznej do prywatności) - tłumaczy oficer prasowy toruńskiej policji. - W przypadku podania takich informacji konkretna osoba naraża się na podjęcie w stosunku do niej czynności w związku z naruszeniem wyżej wskazanych przepisów.

Toruńska komenda korzysta z czterech wideorejestratorów i ośmiu mierników prędkości (w tym z sześciu słynnych mierników Iskra 1). Jedno jest pewne, opel insignia i zamontowany w niej wideorejestrator, przynoszą konkretne dochody do budżetu państwa. Jakie? - Nie prowadzimy odrębnej statystyki dotyczącej ujawnianych wykroczeń za pomocą wideorejestratora zamontowanego w oplu insigni - mówi oficer prasowy.

Od 1 stycznia 2017 r. nieco zmieniły się przepisy. Organy wydające prawo jazdy w przypadku, gdy kierowca nie przyjął mandatu za przekroczenie prędkości powyżej 50 km na godz., wydają decyzje o zatrzymaniu dokumentu po otrzymaniu prawomocnego wyroku. Jednocześnie jednak nie zmieniono przepisów dotyczących momentu zatrzymania prawa jazdy. A zatem policjanci nadal mają obowiązek zatrzymać prawo jazdy kierowcy, który przekroczył dozwoloną prędkość o 50 km na godz. Urzędnicy zaś - którym policja przekazuje prawo jazdy - nie mają prawa zwrócić kierowcy takiego dokumentu. Efekt jest więc taki sam jak w przypadku pana Piotra - kierowca nie ma uprawnień do kierowania pojazdami przez trzy miesiące.

Jest jednak szansa na uporządkowanie tych przepisów. Po naszej reakcji sprawą na poziomie Sejmu obiecał zająć się Paweł Szramka, poseł Kukiz’15.

Źródło: www.ddtorun.pl

(B.B)
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze (0)

Brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
© ciechocinek.biz | Prawa zastrzeżone | 2018